poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Nialler część 1

Obudziłaś się w swoim nowym mieszkaniu. Spojrzałaś przez okno. Był piękny wrześniowy poranek. Wstałaś, zrobiłaś poranną toaletę, ubrałaś się i poszłaś do kuchni w celu zrobienia sobie śniadania. Spojrzałaś na kalendarz, który wisiał na ścianie i się szeroko uśmiechnęłaś, ponieważ to był dzień urodzin twojego najlepszego przyjaciela Nialla, z którym przyjaźniłaś się już przedszkola. Nigdy wam nie przeszkadzało to, że jest starszy o 2 lata. Opiekował się tobą i traktował jak siostrę a ty jego jak brata. Nie rozstawaliście się prawie w ogóle, a waszym rodzicom to nie przeszkadzało, bo sami bardzo się lubili. Kilka dni wcześniej zastanawiałaś się jaką niespodziankę by mu zrobić i jaki prezent kupić na jego 20 urodziny. Po krótkich namysłach już wiedziałaś co mu dasz. Z racji tego, że była sobota nie musiałaś iść na uczelnię, więc zadzwoniłaś do Nialla.
 - Hej [T.I.] - powiedział radośnie
 - Hej Ni - odpowiedziałaś - Mam do Ciebie ogromną prośbę... - zaczęłaś
 - Tak? Słucham [T.I.]- powiedział
 - Pojechałbyś ze mną dzisiaj do rodziców po resztę rzeczy? - zapytałaś
 - Jasne. Za kilka minut będę u Ciebie - powiedział i się rozłączył
Wyłączyłaś telefon i spakowałaś go do torebki razem z dokumentami. Ubrałaś buty, wyszłaś z mieszkania i  zakluczyłaś drzwi. Zeszłaś na dół i kiedy zobaczyłaś samochód swojego przyjaciela od razu twoje serce zaczęło bić szybciej, ponieważ bardzo go kochałaś i nie wyobrażałaś sobie życia bez niego. Wsiadłaś do auta i przywitałaś przyjaciela buziakiem w policzek.
 - To co jedziemy? - zapytałaś
 - Jasne - powiedział - Uhm  [T.I.] może później poszlibyśmy do kina albo na kawę? - spytał
 - Chętnie, ale dzisiaj nie bardzo, bo chciałabym wreszcie uporządkować mieszkanie i wreszcie mieć już to z głowy. - odparłaś
Zauważyłaś, że posmutniał na twoją odmowę, ale wiedziałaś, że niespodzianka bardzo go ucieszy. Po chwili jednak się rozchmurzył. Przez całą podróż wygłupialiście się i śmialiście. W końcu po około godzinnej jeździe dojechaliście do domu twoich rodziców. Wysiedliście i skierowaliście się w stronę domu i zobaczyliście, że drzwi są uchylone. Przestraszyliście się.
 - Zostań tutaj, a ja pójdę zobaczyć czy wszystko jest w porządku - powiedział patrząc mi w oczy
 - Dobrze, ale uważaj na siebie - odparłam z przerażeniem
Chłopak wszedł do środka, a ty poszłaś na tył domu do ogrodu, gdzie byli twoi rodzice, rodzina Nialla oraz wasi znajomi. Wszyscy się pochowali za drzewami, krzakami etc.
 - Niall, Niall !!! - zaczęłaś krzyczeć
 - [T.I.] gdzie jesteś? - odkrzyknął i słyszałam, że był przestraszony
Usłyszałaś jego kroki na kamykach i dałaś znak reszcie. Gdy się wyłonił zza rogu domu wszyscy wyskoczyli i krzyknęli 'NIESPODZIANKA!'. Jego mina była bezcenna. Podeszłaś do niego i przytuliłaś go. On oddał uścisk. Reszta poszła w twoje ślady i nie mogłaś z nim porozmawiać przez chwilkę na osobności. Wreszcie po odśpiewaniu sto lat i skończeniu życzeń poszliście na hamak, który znajdował się z dala od rozkręcającej się imprezki.
 - Wszystkiego najlepszego Nialler - powiedziałaś, cmoknęłaś go w zaróżowiony policzek i dałaś mu jego prezent
 - Dziękuję [T.I.] ale nie trzeba było. Już samo to co zrobiłaś jest wspaniałe. No może poza jednym małym szczegółem... - odparł i zaczął się śmiać i już po chwili brzuchy was bolały od śmiechu
 - No rozpakuj - ponagliłaś go
 - Okej, okej spokojnie -powiedział dalej się śmiejąc
Odpakował swój prezent, a jego piękne niebieskie oczy zrobiły się wielkie jak spodki.
 - Dziękuję! - krzyknął i Cię przytulił - skąd wiedziałaś?
 - Po pierwsze jestem twoją najlepszą przyjaciółką i znam Cię na wylot, a po drugie widziałam jak się  jej za każdym razem przyglądałeś na wystawie, kiedy przechodziliśmy obok tego sklepu, więc  postanowiłam ci ją kupić, bo przecież nie codziennie kończy się 20 lat.
 - [T.I.] wiesz muszę powiedzieć Ci coś bardzo ważnego i wydaje mi się, że to jest  najodpowiedniejszy moment na to. - powiedział z całkowitą powagą.
 - Ni? O co chodzi? - zapytałaś podejrzliwie
Chłopak wziął głęboki wdech i przez chwilę zastanawiał się czy dobrze robi i czy powinien powiedzieć. W końcu postanowił, że jeśli już zaczął to powinien skończyć.

                                                        ***
Hej tu DŻIDŻI!  Mam nadzieję, że to co napisałam spodoba się wam; druga część wkrótce :) Kocham was <3

niedziela, 4 sierpnia 2013

Marcel 3 ♥



Do szkoły musiałam iść niestety sama. Marcela nie miało być na pierwszej lekcji, bo szedł dziś zdjąć swój aparat. Byłam bardzo ciekawa czy zastosował się do moich porad. Przyjdzie dziś mój Marcel czy odmieniony? W ogóle po co mu dziewczyna, dla której musi się zmienić? Bylibyśmy cudowną parą, przecież bardzo pasujemy do siebie. Boję się, że jak będzie z jakąś dziunią to nie będzie miał czasu dla mnie i zapomni o mnie. Nie chcę stracić mojego kujona. Kocham go. Kurde, [T.I.]! Nie możesz sama zepsuć tej przyjaźni. 





***

Umówiłam się z Marcelem, że będę czekała na niego na stołówce. Na naszym miejscu. Ah, no nie mogę wytrzymać. Marcel jest przecież mój. Czy jak poderwie tą cizie to będzie z nią siedzieć na naszym miejscu? Po szkole ona będzie przychodziła do niego? W ogóle co to może być za dziewczyna? Jakaś pusta lala, dziewczyna z biblioteki, może jakaś cheerleaderka? Jak on przyjdzie będziemy musieli pogadać. 
Podczas moich przemyśleń nie zwróciłam nawet uwagi, że ktoś coś do mnie mówi.
- [T.I.]! - ktoś krzyknął.
- Tak, co, gdzie, jak? - próbowałam się ogarnąć - Słucham? - spytałam się nawet nie patrząc na osobę, która mnie wołała. Kiedy spojrzałam do góry zamurowało mnie. To był mój Marcel? Wyglądał tak, że nie wiem jak to opisać. Patrzyłam jeszcze tak chwilę na niego, kiedy on znowu mi przerwał.
- Halo [T.I.]! Jesteś tam? - spytał trochę zmartwiony moim zachowaniem.
- Tak, tak jestem. Co jest? 
- Jak wyglądam? - spytał trochę zdenerwowany.
- Wyglądasz... - nie wiedziałam jakiego słowa użyć. Bosko, pięknie, bajecznie? Tylko, że to nie był już mój okularnik. - ... dobrze. - dokończyłam.
- Coś jest nie tak, widzę to po twojej minie. - powiedział zaniepokojony. 
- Po prostu brakuje mi twoich okularów - i jestem zazdrosna, bo wypindrzyłeś się dla jakiejś lali - dokończyłam w myślach. Zaczęłam się rozglądać po stołówce, zaciekawiły mnie szepty. Po chwili żałowałam, że spojrzałam. Cała stołówka patrzyła się na Marcela. Dziewczyny wręcz nie mogły oderwać od niego wzroku. Jestem po prostu zazdrosna. Jestem wściekła. Tak nie może być. Odwala mi już.
- Marcel - przerwałam na chwilę - mogę wiedzieć kim jest ta dziewczyna, która ci się - nie mogłam wymówić tego - po-podoba? 
- Nie długo się dowiesz, piękna. - puścił mi oczko. 
- Ale czy chociaż znam ją. 
- Ta-tak. - Teraz on się zacina? 
Więc znam tą... nawet nie wiem jak określić. Szm*tę, dzi*kę... 
- Oj, [T.I.]. Jesteś zazdrosna. - szepnęła do mnie moja podświadomość.




***

Na następnej przerwie nie poruszałam już tematu 'Julii' mojego kochanego Romea, ale przyznam, ze ciekawość mnie zżerała. Nie dość tego to dziewczyny ze szkoły ciągle gapiły się na Marcela. Nawet mówiły do niego cześć. Moja wścieklizna była ogromna i ta zazdrość... To uczucie jest okropne, naprawdę okropne. W pewnym momencie nie wytrzymałam. Chwyciłam Marcela za rękę i zaciągnęłam do toalety, damskiej toalety, która na szczęście była pusta. Był on trochę zaszokowany tym co robię, ale posłusznie szedł za mną. Weszliśmy do kabiny, którą od razu zakluczyłam.
- Co jest [T.I.]? - zapytał się.
- Co jest? Co jest?! Całą noc nie mogłam spać, bo zastanawiałam się kto jest tą twoją 'Julią' - ostatnie słowo wypowiedziałam robiąc cudzysłów w powietrzu - No ja po prostu nie mogę wytrzymać - o, o, co ja robię? - Bo ja już od dawna coś do Ciebie czuję - czemu ja to powiedziałam - ale bałam Tobie to powiedzieć, bo nie chciałam zepsuć naszej przyjaźni. - zadzwonił dzwonek, a ja nadal nawijałam - A potem ten szok kiedy chciałeś się zmienić dla jakiejś dziewczyny. Dla mnie nie musiałbyś się zmieniać. Byłeś, jesteś i będziesz dla mnie idealny nawet w tych dużych okularach, które zasłaniają twoje piękne, zielone oczy. I jeszcze cały ten dzień zadręczałam się, wymyślałam scenariusze jak to potem będzie. Zapomnisz o mnie - popłynęła mi łza po policzku - że będziesz miał mnie gdzieś. - rozbeczałam się na amen - ja nie chcę cię stracić. Dla mnie na zawsze będziesz moim Marcelem. 
Marcel stał i patrzył się na mnie jak beczę. Zrobi coś? Czy będzie tak stać? W końcu przybliżył się do mnie, objął moją twarz swoimi dużymi dłońmi i spojrzał mi w oczy.
- [T.I] - powiedział czule, ocierając jedną łzę - To ty jesteś tą dziewczyną, to ciebie kocham. Chciałem, żebyś to ty była moją, jak to nazwałaś, Julią.
Zamurowało mnie. To on kocha mnie? Nie wierzę.
- Co? - powiedziałam cicho. 
- Ta przemiana była po to, abyś nie musiał się mnie wstydzić. Jesteś piękna i nie zasługuję na kogoś takiego jak ty. Jesteś za piękna dla mnie, nawet teraz. - powiedział, a następnie delikatnie pocałował mnie w usta.
- Byłeś idealny nawet wtedy, Marcel. 
- Kocham cię, [T.I.]. - mówiąc to przytulił mnie mocno do siebie.
- Ja Ciebie, też. - wypowiadając te słowa, chłopak wbił się w moje usta i chwycił mnie mocno w pasie. Po chwili oderwał się od moich ust i zaczął całować moją szyję. Podniósł mnie, a ja oplotłam jego biodra nogami.
- Nie teraz, nie tutaj. - powiedziałam ciężko oddychając. 
- Dobrze. - odpowiedział opuszczając mnie na ziemię.
- To może... - przerwałam i spojrzałam na niego z pod moich długich rzęs - dziś, po lekcjach, u mnie?
- Nie - odpowiedział stanowczo. Za szybko? Nie chce? - Zerwijmy się z lekcji i chodźmy do mnie. Jest bliżej i rodzice wrócą dopiero jutro - uśmiechnął się uwodzicielsko.
- Mój Marcel jest niegrzeczny? - zaśmiałam się. - Kocham Cię - cmoknęłam go w policzek.
- Ja Ciebie też - złapał mnie za rękę i szybko wybiegliśmy ze szkoły.




To już jest koniec. Mam nadzieję, że spodobał Wam się trzyczęściowy imagin z Marcelem ♥ Chciałam napisać tą cześć ze scena +18, ale nie wychodzi mi to za bardzo. 

Za błędy przepraszam. Liczę na jakieś komentarze. 
Lovki ;**



sobota, 3 sierpnia 2013

Louis

Imagin banalny,fabuła prosta, ale może nie jest najgorszy. Mam taką nadzieję.... proszę o komentarze, bo chce wiedzieć co poprawić. Ten napisany trochę w innej narracji niż mój o Harrym, napiszcie chociaż która narracja lepsza. Przystosuje się 
                                                                                                         BUNIA



Siedziałam na dużej kanapie w salonie pogrążona w zadumie. Świat – wielki, piękny, ale często niesprawiedliwy. Nie wiem co zrobić. Jak się zachować, jak ułożyć układankę zwaną życiem. Jak? Wszystko się zmieni i nie chodzi mi tu o detaliczne zmiany.. wszystko. Nawet jeśli Louis zostanie przy mnie. Dziecko to dużo. Mówią, że jest darem od Boga. Nie wiem czy to prawda szczerze wątpię w prawdziwość tych słów. Obowiązki, brak życia towarzyskiego… to nie mój świat. To prawda, że jestem raczej typen samotnika i niezbyt często pokazuje się na imprezach, ale nie sądziłam, że tak szybko się to skończy. Jestem młoda, za młoda na tak  poważne zobowiązanie. Nie jestem odpowiedzialna. Nie oszukujmy się nie potrafię się zająć nawet samą sobą, a co dopiero taką małą istotką. Mimowolnie pogładziłam swój brzuch próbując przyzwyczaić się do nowej sytuacji. Sytuacji która wywoływała u mnie dyskomfort, a może po prostu był to strach?. Nie wiem, jedno jest pewne nie mogę zrobić aborcji. Po za tym po co miałabym to robić? W końcu to moje dziecko. Ostatnie dwa słowa ciężko przeszły mi przez głowę, ale chciałam się z tym oswoić. Oswoić się z myślą, że noszę w sobie siebie małą siebie wielkości fasolki. Z oczu zaczęły niemo spływać mi łzy, które za chwilę miały przerodzić się w potok goryczy, a może szczęścia? To mogło być naprawdę fascynujące widzieć jak mały człowiek się rozwija rośnie, robi pierwszy krok, mówi mama. Tylko Louis, jak ona zareaguje. Znam go bardzo dobrze, ale nie potrafię sobie tego wyobrazić  jego zmieniającego pieluchę maluszkowi. Chociaż nie, musiałoby to być bardzo śmieszne. Louis niezdanie poszukujący talku i czystego pampersa mówiący coś w stylu „stary więcej narobić się nie dało”. Uśmiech mimowolnie pojawił się na mojej twarzy, a łzy ustały. Z zamyślenia 
wyrwał mnie głos mojego chłopaka

- Z czego tak się cieszysz kochanie-delikatnie pocałował Cię w czoło z bananem na ustach-Powiedz pośmiejemy się razem, wiesz jak kocham się śmiać?- uniósł lewą brew i objął mnie w talii- a wiesz co jeszcze kocham?

-nie- powiedziałam zdezorientowana i trochę speszona. powiedzieć czy nie? Powiedzieć?

-Ciebie i twój uśmiech głuptasie- otarł nosem o mój- więc?

-nie wiem czy to jest zabawne. raczej nie jest…

-to czemu się uśmiechałaś? Wiem! Ty zboczuszku, nie ładnie w biały dzień, ale jak chcesz..-przerwałam jego monolog

-nie o tym myślałam- zamyśliłaś się na chwilę, nie wiedziałaś czy to odpowiedni moment, a tym bardziej nie znałam jego reakcji –chociaż po części to jest z tym związane-zamknęłam oczy- jestem w ciąży Lou, dzisiaj się dowiedziałam-zapadła cisza. Niezręczna, pusta. Otworzyłam nieśmiało oczy. Louisa przy mnie już nie było. W kuchni coś klął pod nosem.

-nie jesteś zbyt szczęśliwy. Ja też nie byłam, ale jakoś musimy żyć będzie dobrze zobaczysz, nie musisz mówić mediom o tym dziecku, mogę wyjechać i nie robić problemu, a mediom możesz powiedzieć, ze to dziecko mojej siostry czy coś sama nie wiem, nie chce robić też problemu.- odwrócił się do mnie z grobową miną

-to moje dziecko [T.I]?- po moim ciele przeszły ciarki, a potem czułam już tylko łzy spływające po moim policzku

-wątpisz w to? Jesteśmy w związku… nigdy bym Cię nie zdradziła, ale rozumiem zbyt duża odpowiedzialność- przyłożył palec do moich warg w geście zatrzymania mojego słowotoku

-po prostu muszę mieć pewność , nie było mnie długo w domu, miałem trasę..-po tych słowach serce zaczęło mnie straszliwie kłuć, ale nie dałam nic po sobie poznać. Zaczęłam trząść się jak opętana.

-Jak możesz oskarżać mnie o zdradę, jak? Przyjeżdżałeś, sam wiesz co się działo, więc nie udawaj. Nie raz się nie zabezpieczaliśmy ciesząc się chwilą- położył ręce na moich barkach, które natychmiast zrzuciłam i pod wpływem odwagi jaka we mnie narastała wykrzyczałam to co tak naprawdę o tym sądziłam choć sama nie wiem czy tak naprawdę o tym myślałam ,otarłam łzy

-podejrzewałam różne rzeczy, że się odwrócisz ode mnie, będziemy razem, albo po prostu przyznasz się do dziecka ale tylko tyle,  nigdy nie powiedziałabym, ze mnie o to oskarżysz.- odwróciłam się, wbiegłam na piętro do sypialni. Wzięłam stamtąd tylko torebkę i mój paszport. Zbiegłam do kuchni cała zapłakana.

-proszę klucze, nie będą mi już potrzebne- powiedziałam wręczając mu je po czym rzuciłam się do wyjścia. Odpaliłam samochód i wyjechałam. Pojechałam do Nialla. Powiedziałam mu tylko tyle że muszę być szybko na lotnisku. Nie pytał tylko mnie podwiózł. Pożegnałam go i wyleciałam do Polski. Jednak nie zatrzymałam się u rodziców. To byłoby zbyt  oczywiste. Kupiłam mieszkanie na wsi z oszczędności moich i rodziców. Zmieniłam numer a kartę złamałam, żeby mnie nie korciło. Wszystko się układało. Urodziłam synka któremu dałam na imię Matt, a w rubryce ojca ma wpisałam nn. Zrobiłam z siebie tym sposobem dziwke, ale moja rodzina wie kto nim jest. Czy kiedyś powiem mu o Lou? Wątpię, nie chciał go a raczej wątpił, ze jest jego.

   ***16 lat później***

-Mamo to jak? Wiem że to będzie ciężkie, ale to moje największe marzenie. Proszę nie pozwól mi  zaprzepaścić takiej szansy- Koło mnie usiadł mój syn. Wiem ile to dla niego znaczy, przecież już od najmłodszych lat kochał piłkę i nie ukrywam, ze jest w tym dobry nawet bardzo..jak jego ojciec. A co jeśli spotkam tam Lou? Z tego co wiem z telewizji nadal mieszka w Londynie. Nie mogę mu tego zrobić i nie po tym jak odebrałam mu ojca.

-Pakuj się młody! jutro lecisz do Londynu! Daj tą ulotkę muszę potwierdzić- blado się uśmiechnęłam po czym poczułam uścisk.

-dziękuję, dziękuję, dziękuję, nawet nie wiesz jak bardzo, elitarna szkoła dla sportowców, to brzmi nieźle, wiedziałem, ze jak mnie zauważą to zrobisz dla mnie wszystko, tak bardzo Cię kocham

-też Cię kocham Matt- wypuściłam ciężko powietrze. Matt odsunął się ode mnie na chwilę

-Mamuś nie martw się wszystko będzie ok, poradzimy sobie, zobaczysz

-wiem, Twoja mama zawsze sobie radzi-uśmiechnęłam się, zarezerwowałam miejsce w szkole i bilety lotnicze. Rodzice nie byli zadowoleni, ze wracam do tego przed czym uciekłam czyli bólem psychicznym. 

Kolejnego dnia wylecieliśmy. Syn był taki podekscytowany. Tak bardzo przypominał mi Lou. „Te same oczy rysy twarzy, tylko inne uczesanie”- pomyślałam, a na mojej twarzy zagościł uśmiech. 
Dni leciały nieubłaganie. Wszystko się ułożyło. Młody chodził do szkoły i z dnia na dzień bardziej promieniał, a ja byłam najszczęśliwszą matką patrząc na jego szczęście. Dziś miał odbyć się mecz. Wzięłam kluczyki do auta i zawołałam

-Młody szybciej bo się spóźnimy!- wyszłam, odpaliłam samochód i wyjechałam z podwórka. Zatrąbiłam na spóźnialską śpiącą królewnę. Byliśmy już spóźnieni. Matt szybko wpadł do samochodu a ja jechałam jak najszybciej mogłam, modliłam się tylko żeby nie było korków. Niestety jakiś idiota nie potrafił chyba wyminąć wypadku.

-co za palant jak można torować drogę-młody zaczynał gwiadożyć 

-zaczekaj spytam się co się stało, spójrz ma włączone awaryjne może to akumulator, pomożemy i zaraz pojedziemy-wyszłam z samochodu i zapukałam w ciemną szybę

- nie chce niepokoić ale przez pańskie auto tworzy się korek, może mogę jakoś pomóc?- powiedziałam przyjaźnie. Spojrzałam na twarz kierowcy- Lou. Co za przypadek? Pomyślałam i odwróciłam się z zamiarem odjechania choćby chodnikiem. Nie byłam gotowa.

-zaczekaj, możesz pomóc- powiedział zatrzaskując drzwi samochodu– akumulator mi padł-odwróciłam się a jego wzrok stał się inny, bardziej czuły niż 1 minutę temu.

-[T.I] to Ty? Tyle lat, o mój Boże czemu nie odbierałaś telefonu?- co miałam mu powiedzieć nawet sama nie wiedziałam dlaczego. Z opresji wyrwał mnie mój kochany syn. Wyszedł z auta przeczesując włosy

- Długo? Mamo już jestem spóźniony zaraz będzie druga połowa i dam plamy na całego.-syn patrzył się błagalnym wzrokiem. Lou spojrzał się na niego potem na mnie, a Matt kontynuował- Ej mamo to nie jest ten koleś z tego zespołu Ona Drem czy jakoś tak?- Louis zaczął się śmiać podchodząc do niego

-One Direction, tak to ja i Twój ojciec- patrzył się na niego jak na największy skarb na świecie. Miałam ochotę zacząć płakać, ale się powstrzymałam .To nigdy nie miało się wydarzyć. Nigdy nie miałam przyjechać do Londynu. Nigdy nie miał poznać ojca. Matt spojrzał się na mnie jakby szukał potwierdzenia. Kiwnęłam tylko głową potakując. Chłopak mnie zaskoczył. Ja byłabym zła, a on .. rzucił się na Louisa ze łzami w oczach, przytulił go.

- Tyle lat na to czekałem, mama nigdy mi o Tobie nie chciała mówić, zaczynała płakać..- zatrzymał swoją wypowiedź i spojrzał mu w oczy- nie opuścisz już nas?- zapytał

-nigdy- odparł Louis po czym mocno, po męsku przytulił syna- Syn to nam się udał [T.I]- powiedział zapraszając Cie do grupowego uścisku z uśmiechem na ustach- mam nadzieje, że mi wybaczysz, szukałem Cię, dzwoniłem, wszystko na nic..

-wybaczyłam już Ci 16 lat temu- wyszeptałam

-a mój mecz?- nagle wybudził nas Matt

-nie możesz go przegapić, absolutnie, mój syn będzie gwiazda footballu!
Potem już wszystko było lepiej i lepiej. Zostałam panią Tomlinson. Mój syn był szczęśliwszy z dnia na dzień. Grał z  ojcem w piłkę, a po 2 latach został szczęśliwym bratem małej Edith, a ja stałam się na nowo tą radosną [T.I]  
                                                                                                 


                     

Zayn ♡

Hej jestem DŻIDŻI i mam zaszczyt współprowadzić tego bloga. Bardzo się cieszę z tego powodu i mam nadzieję, że będzie wam się podobało to co napiszę i będziecie chcieć czytać moje wypociny... :)



                                                                 

                                                              ***
Jechaliśmy z Zaynem drogą szybkiego ruchu. Nie wiem gdzie mnie zabierał i byłam z tego powodu podekscytowana jak i również trochę przerażona, bo nikt nie wie co mu strzeli do tej jego ślicznej główki. Po około godzinnej przejażdżce dotarliśmy na plażę. Ale to nie była zwykła plaża, ponieważ to właśnie tutaj się poznaliśmy. Pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj, chociaż minęło już trochę czasu.


2 LATA WCZEŚNIEJ

 W tamtym dniu, po całym tygodniu zdawania egzaminów na uczelni, postanowiłyśmy z moją przyjaciółką Kate się trochę wyluzować, więc pojechałyśmy na tę plażę. Opalałyśmy się, pływałyśmy itd. W pewnym momencie podeszła do nas czwórka chłopaków- Niall, Harry, Liam i Louis i zapytali, czy zagrałybyśmy z nimi w siatkówkę na co zgodziłyśmy się chętnie. Graliśmy bardzo długo i świetnie się razem bawiliśmy, więc gdy zaczęło się robić ciemno postanowiliśmy iść do pobliskiego baru na kilka drinków. Liam powiedział nam, że za niedługo przyjdzie jeszcze ich przyjaciel. Po około 20 minutach do baru wszedł chłopak i zaczął się rozglądać. Niall pomachał do niego, więc podszedł do stolika przy którym siedzieliśmy i od razu się przedstawił. Zayn okazał się, tak samo jak reszta, wspaniałym chłopakiem i zabawa była super. Napoje procentowe lały się niemalże litrami, więc po jakimś czasie wszyscy byli już trochę wstawieni. Lou i Hazza wpadli na pomysł, żebyśmy rozpalili na plaży ognisko i tam dokończyli naszą zabawę. Wszyscy jednomyślnie się zgodzili, więc Harry i Lou skombinowali napoje,  Niall jedzenie, a cała reszta poszła nazbierać patyków i rozpaliła ognisko. Gdy już byliśmy w komplecie bawiliśmy się dalej. Po jakimś czasie wypity alkohol dawał się wszystkim w mniejszym lub większym stopniu we znaki i Zayn zapytał się mnie czy poszłabym się z nim się przejść na co chętnie przystałam. Szliśmy przed siebie bardzo długo, a tematy rozmów nie kończyły się nam. W końcu doszliśmy na stare molo i usiedliśmy na nim. Patrzyliśmy na na wschód słońca i zastanawiałam się jak te niesamowite chwile szybko zleciały na samej zabawie ze wspaniałymi ludźmi. Po kilku sekundach chłopak wstał i powiedział, że czas się zbierać. Wstałam zbyt gwałtownie przez co się zachwiałam , bo wypite napoje wysokoprocentowe dały o sobie znać, i wylądowałam w wodzie. Zachłysnęłam się wodą, przestałam racjonalnie myśleć i zaczęłam tracić kontrolę nad swoim ciałem. Nagle zrobiło się ciemno i  czułam tylko jak ktoś krzyczy moje imię i, że ktoś mnie mocno obejmuje. Nic więcej nie pamiętam. Ocknęłam się na brzegu, a nade mną pochylał się zapłakany Zayn, który szeptał, żebym się obudziła, żebym go nie opuszczała, bo mnie kocha. Nie wie czemu skoro znamy się od kilku godzin, ale ma wrażenie, że właśnie trafił na tę jedyną. I z wypowiedzeniem ostatnich słów poczułam jego ciepły oddech na mojej twarzy, a następnie na moich ustach. Dopiero po kilku sekundach zorientowałam się, iż właśnie mnie całuje. Dłużej nie zwlekając oddałam mu pocałunek przez co Zayn szybko się odsunął i odetchnął z wyraźną ulgą. Potem znowu mnie zaczął całować, a ja nie pozostawałam mu dłużna. Całowaliśmy się długo i bardzo zachłannie spragnieni swojego dotyku, gdy nagle usłyszeliśmy za sobą brawa i gwizdy. Momentalnie oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy z czerwonymi rumieńcami na policzkach w owym kierunku. Okazało się, że reszta ekipy szukała nas od dłuższego czasu. Rozstaliśmy się bardzo niechętnie po całym dniu tak mile spędzonych chwil.


Potem coraz częściej spotykałyśmy się z Liamem, Harrym, Niallem, Louisem no i oczywiście z Zaynem. Kate oraz Liam po jakimś czasie zostali parą i wszyscy życzyli im wytrwałości, miłości itd. W którymś dniu oznajmili, iż wyjeżdżają do innego miasta i zamierzają tam razem zamieszkać. Pomimo tego, że mieszkają w innym mieście, to i tak nic się nie zmienili, a jak się spotykamy, to bawimy się jak na samym początku.

Ja i Zayn w sumie nigdy nie ustalaliśmy, że jesteśmy w związku, po prostu to wiedzieliśmy tak jak cała reszta. Chodziliśmy na randki do kina, na kolacje, na romantyczne spacery i w wiele innych ciekawych miejsc, nawet zamieszkaliśmy razem, po tym jak Liam i Kate wyjechali, a nasza miłość rozkwitała z każdym nowym dniem.


TERAZ

 Ze wspomnień wyrwał mnie głos mojego ukochanego, który zapytał się, czy mam zamiar iść z nim, czy może raczej zostać na wieki w samochodzie. Zaczęłam się śmiać i wyszłam z auta. Zayn również zaczął się śmiać i delikatnie pocałował mnie w policzek, po czym zawiązał mi chustę na oczach i powiedział, żebym się nie ruszała, ani też nie podglądała, ponieważ to jest niespodzianka. Byłam prowadzona w nieznanym mi kierunku przez mężczyznę którego kochałam na zabój. W pewnym momencie się zatrzymaliśmy i poprosił, abym jeszcze nie ściągała chusty. Po około 5 minutach poczułam, że Zayn całuje mnie w usta i odwiązuje węzeł, bym po chwili mogła zobaczyć najpiękniejszą i najwspanialszą rzecz jaką kiedykolwiek widziałam oraz jaką ktokolwiek dla mnie zrobił w całym moim życiu. To co zrobił zaparło mi dech w piersi. Na piasku były porozrzucane płatki róż i pozapalane świece, które układały się w tak jakby ścieżkę, która prowadziła do rozłożonego koca z koszem piknikowym. Byłam tak tym wszystkim oczarowana, że Zayn musiał mnie prowadzić, bo nie nie wiedziałam nawet co się wokół mnie dzieje.


Po skończeniu naszego wspaniałego pikniku poszliśmy na spacer. Szliśmy głośno się śmiejąc i wygłupiając, aż doszliśmy na molo, z którym wiąże się niesamowite wspomnienie. Usiedliśmy jak wtedy i w milczeniu wpatrywaliśmy się w morze. W pewnym momencie Zayn wstał i poprosił, abym też wstała co zrobiłam bez zbędnego oporu. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy i jedyne co widziałam w jego miodowych oczach to była bezgraniczna miłość. Nagle klęknął nie spuszczając ze mnie wzroku i wyjął małe pudełeczko i zapytał, czy zostanę z nim do końca życia, czy będę dzieliła z nim wszystkie dobre i złe chwile oraz, czy uczynię go najszczęśliwszym człowiekiem na świcie poprzez zostanie jego żoną. Stałam w osłupieniu, a po mojej twarzy zaczęły spływać łzy szczęścia. Pokiwałam twierdząco głową, gdyż żadne słowo nie chciało wyjść z moich ust, po czym mój narzeczony, jak to pięknie brzmi, nałożył mi pierścionek na palec pocałował mnie w dłoń, a następnie złączył nasze usta w pocałunku pełnym miłości, namiętności oraz pożądania. Całe to zdarzenie miało miejsce podczas zachodu słońca, dzięki czemu te chwile były wręcz magiczne. Wracaliśmy powoli z wielkimi 'bananami' ma twarzach nie mogąc uwierzyć w nasze szczęście. Ten dzień był jednym z najszczęśliwszych dni w moim życiu.










piątek, 2 sierpnia 2013

Marcel 2 ♥



- Marcel, mam prośbę. - powiedziałam zmartwiona.

- Tak? - powiedział zaniepokojony.
- Proszę, mów wolniej, bo ja nie ogarniam.
Ten krótki dialog był codziennie przez pierwsze trzy dni korepetycji. Później zaczęłam już coś rozumieć, aż w końcu załapałam do końca. Wzory były opanowane, regułki wykute na pamięć. Nie wiem co bym zrobiła bez tego kujonka. Poprawiłam fizykę, test zaliczyłam na pięć. Dzięki tym korepetycją nie tylko czegoś się nauczyłam, ale także trochę poznałam Marcela. Okazało się, że lubimy ten sam rodzaj muzyki, uwielbia te same filmy co ja, też ma bzika na punkcie kotów. Odkryłam jeszcze, że pod tymi wielkimi okularami są piękne, zielone oczy; gdy się uśmiechnie na jego policzkach pojawiają się słodziutkie dołeczki. Zaprzyjaźniliśmy się. Przerwy spędzaliśmy wspólnie, nawet na lekcjach razem siedzieliśmy razem dzięki czemu koncentrowałam się na nich. 
Nie obchodziło mnie to jak ludzie na nas patrzyli. Ja i Marcel. Mogłoby się wydawać, że jest to dziwne połączenie, ale tak na prawdę pasowaliśmy do siebie perfekcyjnie. 
Kto by pomyślał, że ktoś taki jak ja potrafi grać w szachy, albo że taki Marcel potrafi śpiewać. Codziennie po lekcjach albo to ja szłam do niego albo na odwrót i tak całe dnie razem.
Pewnego dnia, gdy siedzieliśmy u Marcela, on zachowywał się tak inaczej, dziwnie. Nie mogłam tego znieść, więc spytałam się co się stało.
- Bo-o mi się - przerwał - podoba taka jedna dziewczyna...
Szczena mi opadła. Coś czułam do mojego kujonka, a on coś czuł do jakiejś innej cizi? 
- No i nie wiem - kontynuował - co mam zrobić. Myślałem o jakiejś transformacji czy coś. 
Nie mogłam nic powiedzieć, byłam w szoku. Chce się zmienić dla kogoś? Dla mnie nie musiał by, ale przecież mu tego nie powiem. 
- Chciałbym, żebyś mi pomogła. - dokończył.
Mam zmieniać mojego Marcela dla jakiejś innej dziewczyny? Łączy nas tylko przyjaźń, muszę mu pomóc.
- No tooo?- spytał się. 
- No pewnie, że Ci pomogę. - wstałam z sztucznym uśmiechem. - Ubieraj buty, idziemy na zakupy.
- Ale, że teraz? 
- Tak, Romeo. twoja Julia nie może długo czekać. - zaśmiałam się. Ja chciałabym być tą Julią. 





***


- Mój drogi, jutro ubierz tą czarną bluzkę, pod spód biały t-shirt - wskazałam na rzeczy wiszące na wieszaku - a na to niebieskie coś. Tylko, że ma być rozpięte. 
Na jakiego twarzy widziałam niepokój. - Coś się stało - spytałam.
- Bo jest taki problem. - powiedział wstając i zdejmując koszulę. Co on robi? Spytam się siebie w duchu. Kiedy koszula opadła na ziemie razem z nią poszła moja szczęka. Ciało mojego okularnika było całe w tatuażach.
- Ty, yyym, że co? Jak... - chciałam się coś spytać, ale mi przerwał.
- Nie pytaj. - powiedział krótko. 
- Co do tatuaży to nie będzie problemy. Dziewczyny lubią tatuaże. - uśmiechnęłam się. 
- A ty lubisz? - spytał się.
- Uwielbiam - powiedziałam szczerze - Sama mam dwa, ale nikt ich nigdy nie widział - powiedziałam podnosząc koszulkę do góry i odwracając się. Pierwszy tatuaż ukazywał pełno lecących ptaków, następny nie pokazałam całego, ponieważ część znajdowała się na moim ... tyłku. 
Marcel wydawał się być tym zafascynowany, co mnie bardzo uciszyło. 




Mamy drugą część :D Następna pojawi się jutro albo pojutrze ;3 Liczę na komentarze ;*

czwartek, 1 sierpnia 2013

Harry 2

Witam! To znowu ja wasza Bunia. Po raz kolejny proszę o komentarze które motywują, nawet te krytyczne. Wiem, ze jest dziwny i dzine zakończenie, ale myśle, ze dość realny.



Otworzyłaś oczy a sen w którym byłaś pogrążona przed chwila wydawał się nie kończyć, choć sama nie wiedziałaś czy to nie był koszmar.  Rozejrzałaś się po pomieszczeniu w którym teraz się znajdowałaś. Białe ściany, zapach środka do dezynfekcji.  Sala szpitalna. Spojrzałaś na siebie. Leżałaś podpięta do jakiś kabelków. Spojrzałaś w kąt w którym siedział dobrze znany Ci osobnik-Harry. Spał. Nie wiedziałaś co tu robi, ale postanowiłaś go nie budzić. Pamiętałaś co zdarzyło się wczoraj. Myślałaś o kimś kto uratował Ci, życie. Kim jest? Jak mogę się mu/jej odwdzięczyć? Z zamyślenia wyrwał Cię ochrypły głos chłopaka. Bezwładnie drgnęłaś.

- Wstałaś, myślałem… mniejsza, dlaczego chciałaś się kąpać w stawie o tak późnej porze? – wiedziałaś już kto Cię uratował, przynajmniej przypuszczałaś. Odwróciłaś głowę na okno wychodzące na podjazd karetek gdzie z jednej z nich wyciągano jakiegoś człowieka.

-Harry ja nie chciałam się kąpać -przystanęłaś na chwilę nie wiedząc jak zareaguje na to co chciałaś mu powiedzieć. Spojrzałaś na chłopaka z którego twarzy można było wyczytać zaciekawienie. Podparł się łokciami o uda i patrzył Ci prosto w oczy, co Cię onieśmielało. Powtórnie się odwróciłaś.


-ja chciałam się zabić..- wyszeptałaś

-co? Nic nie jest warte naszego życia..- chciał kontynuować, ale zaczęłaś śmielej, głośniej mówić

-proszę nie mów nic i tak jest mi ciężko i nie wiem po co Ci to mówię, ale chyba winna jestem Ci wyjaśnienia. Proszę tylko byś mnie wysłuchał. –kiwnął głową na gest aprobaty- Nie jestem samobójczynią… przynajmniej nie byłam do wczoraj, i nie jestem bo w końcu nic sobie nie zrobiłam, dużo przeszłam i nigdy nawet przez myśl by mi nie przeszło, żeby odebrać sobie życie, ale tym razem było inaczej. To mnie przerosło. Wczoraj myślałam, ze jestem silna, a okazałam się tchórzem, pieprz****, tchórzem. Nawet porządnie się zabić nie umiem… nawet to mnie przerosło, ale z perspektywy czasu tak jest chyba lepiej, chyba jest lepiej, że żyje- spojrzałaś na niego ze łzaami w oczach przypominając sobie co  stało się wczoraj, albo przedwczoraj? Nie wiesz ile byłaś nieprzytomna, ale na razie nie miało to dla Ciebie najmniejszego sensu- Dziękuje Ci Harry, chciałabym Ci się jakoś odwdzięczyć za danie tak jakby drugiego życia, ale pewnie nie ma rzeczy którą mogłabym zrobić dla ciebie

-widziałbym coś co mogłabyś dla mnie zrobić- odpowiedział prawie natychmiast

-Co takiego? powiedz, a to zrobię- powiedziałaś to chociaż tak naprawdę nie wiedziałaś czy tego chcesz .Mógł Cię wykorzystać czy poprosić o cokolwiek, ale w sercu czułaś, że nie jest takim typem mężczyzny. Chłopak zadziornie się uśmiechnął i oparł o swoje krzesło

- pozwól mi do Ciebie przychodzić dopóki tu będziesz. Wiesz, że jestem dość sławną osobą i takie zdjęcia jakie zrobiono mi wczoraj z Tobą na rękach są teraz na każdej okładce gazet i obiegły pewnie pół świata. Mój menadżer, nasz menadżer chce żebym udał opiekuńczego.. wiesz to nie jest tak, że taki nie jestem. Dla mojej rodziny i chłopaków zrobiłbym wszystko, ale postrzegają mnie jako nieczułego kobieciarza

-dobrze możesz tu przychodzić, nawet miło się z Tobą rozmawia-przerwałaś mu. Zapadła cisza którą przerwał

-dlaczego chciałaś to zrobić? Może jestem wścibski, ale..- nie dokończył

-przerosło mnie to wszystko, wczoraj zmarł mój ojciec. Może to głupie i dziecinne, ale był dla mnie najważniejszą osobą na świecie. Ojcem i matką w jednym. Na świecie mam już tylko brata. Zero znajomych to dość smutne kiedy nie masz do kogo się odezwać.- nie chciałaś opowiadać mu całego Twojego życia, ale z drugiej story dziwiło Cię to, że bez namysłu opowiadałaś mu o sobie.

-na prawdę mi z tego powodu przykro, ale to, że twój tata umarł to chyba nie powód do samobójstwa przynajmniej moim  zdaniem- uniósł ręce by po chwili je opuścić.

-może i nie…

Kolejne dni były bardziej radosne. Twój brat oznajmił Ci, że będziesz ciocią. Z Harrym coraz lepiej się dogadywałaś. Po wyjściu ze szpitala często razem wychodziliście na spacery do kawiarni, a Twoje życie obróciło się o 180 stopni .

                                                                 ***5 lat później***
Siedziałaś na ławce z Twoim mężem Harrym. Na tej samej na której 5 lat temu zostawiłaś swoje ubrania by pozbawić się życia. Zamyśliłaś się patrząc w szklistą tafle wody, co nie unikało uwadze chłopaka

-mam nadzieje, że nie myślisz o tym, drugi raz nie będę Cię ratować-zaczął się chichotać, a Ty nawet nie myślałaś o samobójstwie, już nigdy odkąd przy Tobie był Harry- nie możesz tego zrobić, jeszcze nie zostawiłem na ziemi swojego potomka- zaczął Cię łaskotać, a Ty nie mogłaś powstrzymać się od śmiechu

-Może kiedyś!- wykrzyczałaś nie panując nad tonem głosu

-może?- uniósł jedną brew i momentalnie przestał Cię łaskotać, udawał urażonego


- dobrze na pewno  nie gniewaj się tylko się droczę-przytuliłaś się do jego torsu spoglądając w jego oczy, a on pocałował Cię w czoło ciesząc się czasem spędzanym z Tobą.




Marcel 1 ♥

Sądziłam, ze już nigdy nie wrócę na tego bloga, ale cóż... Przemyślałam wszystko i postanowiłam wrócić. W końcu gdzieś muszę moje fantazje z chłopcami pisać xD Heuheuheuheuhe ♥




Siedziałam właśnie na znienawidzonym przedmiocie, przez który wręcz brało mnie na wymioty. Mianowicie chodzi o fizykę. Facetka uwzięła się ostatnio na mnie przez co moje oceny nie są za dobre. Rozmyślałam właśnie o różnych rzeczach, gdy nagle usłyszałam jak ktoś mocno walną pięścią o moją ławkę. 

- Czy ja Tobie czasem nie przeszkadzam? - krzyknęła na mnie nauczycielka.
- Nie, może pani kontynuować. - wypowiadając te słowa cała klasa zaczęła się śmiać w tym ja.
- Taka jesteś mądra? To jestem ciekawa jak poradzisz sobie na sprawdzianie? - powiedziała śmiejąc się.
- Sprawdzianie? - powiedziałam przerażona.
- Tak moja droga. Jakbyś uważała to wiedziałabyś, ze za dwa tygodnie mamy sprawdzian, od którego zależy twoja ocena na semestr. - powiedziała siadając przy biurku. 
- Kurwa. - szepnęłam kładąc głowę na ławce.
- Coś mówiłaś? 
- Nic, proszę pani.
Czy ona musi być taka wredna? Czy ja jej coś zrobiłam? Oh, taaaak. Nalałam kleju na krzesło. Przyznam to było śmieszne jak chodziła z krzesłem przyklejonym do dupy. Włożyłam jej myszy do torebki. Tego jest pełno. No cóż, czasu nie cofnę. nasze relacje się nie zmienią. Tylko, że co teraz zrobić z tym sprawdzianem. Nie mogę mieć na semestr jedynki. Mama mnie zabije. Fizyki totalnie nie ogarniam. W klasie też nikt nic nie rozumie, żeby mi wytłumaczyć. Zaraz, zaraz! Marcel! Klasowy kujon może mi przecież pomóc. Tylko jak do niego zagadać? Nigdy się nie odzywa, nie słychać go i w ogóle. Muszę go złapać po tej lekcji. 
Z niecierpliwością wyczekiwałam dzwonka na koniec tej lekcji, która była już dziś ostatnia. 5, 4, 3, 2 i 1! DRYŃ DRYŃ!* Powoli wstałam z krzesła, wrzucając zeszyty do torby. Wszyscy z klasy już wybiegli oprócz mnie i kujona. Podeszłam do niego powoli.
- Cześć Marcel, masz chwilę? -spytałam się z uśmiechem na twarzy.
- Cz-cześć [T.I.]. No mam, a co jest? - odpowiedział zdenerwowany. 
- Słyszałeś moją rozmowę z panią od fizy?
- Tak.
- No to potrzebuję kogoś kto mi wytłumaczy cały ten dział i w ogóle fizykę, żebym mogła poprawić, niektóre rzeczy. - uśmiechnęłam się. - I tak pomyślałam o tobie, bo przecież dobrze się uczysz z tego szatańskiego przedmiotu. - zrobiłam jeszcze większego smajla. 
- N-no mógłbym Ci pomóc. - odpowiedział jąkając się.
- Boże, jak się cieszę! - krzyknęłam - To kiedy możesz?
- Nawe-et od teraz. 
- Super! To idziemy do mnie. - odpowiedziałam wychodząc z nim z klasy.
- Serio?
- No, nie ma na co czekać. Zostały mi dwa tygodnie, a ja z tego kompletnie nic nie rozumiem, a za bardzo kumata to ja nie jestem. - zaśmiałam się. - Muszę tylko zadzwonić do mamy, że przychodzisz.



*Jebłam z tego DRYŃ DRYŃ xD









Tak, tak, wiem, że krótki, ale jest trochę późno. Jutro... znaczy dziś dodam nexta ;)

Oczywiście będzie się więcej działo :)
A tak w ogóle, mam nadzieję, że polubiliście Bunie ♥ Jej pierwszy imagin jest rewelacyjny ♥
To na tyle ;3
Lovki ;*