sobota, 3 sierpnia 2013

Zayn ♡

Hej jestem DŻIDŻI i mam zaszczyt współprowadzić tego bloga. Bardzo się cieszę z tego powodu i mam nadzieję, że będzie wam się podobało to co napiszę i będziecie chcieć czytać moje wypociny... :)



                                                                 

                                                              ***
Jechaliśmy z Zaynem drogą szybkiego ruchu. Nie wiem gdzie mnie zabierał i byłam z tego powodu podekscytowana jak i również trochę przerażona, bo nikt nie wie co mu strzeli do tej jego ślicznej główki. Po około godzinnej przejażdżce dotarliśmy na plażę. Ale to nie była zwykła plaża, ponieważ to właśnie tutaj się poznaliśmy. Pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj, chociaż minęło już trochę czasu.


2 LATA WCZEŚNIEJ

 W tamtym dniu, po całym tygodniu zdawania egzaminów na uczelni, postanowiłyśmy z moją przyjaciółką Kate się trochę wyluzować, więc pojechałyśmy na tę plażę. Opalałyśmy się, pływałyśmy itd. W pewnym momencie podeszła do nas czwórka chłopaków- Niall, Harry, Liam i Louis i zapytali, czy zagrałybyśmy z nimi w siatkówkę na co zgodziłyśmy się chętnie. Graliśmy bardzo długo i świetnie się razem bawiliśmy, więc gdy zaczęło się robić ciemno postanowiliśmy iść do pobliskiego baru na kilka drinków. Liam powiedział nam, że za niedługo przyjdzie jeszcze ich przyjaciel. Po około 20 minutach do baru wszedł chłopak i zaczął się rozglądać. Niall pomachał do niego, więc podszedł do stolika przy którym siedzieliśmy i od razu się przedstawił. Zayn okazał się, tak samo jak reszta, wspaniałym chłopakiem i zabawa była super. Napoje procentowe lały się niemalże litrami, więc po jakimś czasie wszyscy byli już trochę wstawieni. Lou i Hazza wpadli na pomysł, żebyśmy rozpalili na plaży ognisko i tam dokończyli naszą zabawę. Wszyscy jednomyślnie się zgodzili, więc Harry i Lou skombinowali napoje,  Niall jedzenie, a cała reszta poszła nazbierać patyków i rozpaliła ognisko. Gdy już byliśmy w komplecie bawiliśmy się dalej. Po jakimś czasie wypity alkohol dawał się wszystkim w mniejszym lub większym stopniu we znaki i Zayn zapytał się mnie czy poszłabym się z nim się przejść na co chętnie przystałam. Szliśmy przed siebie bardzo długo, a tematy rozmów nie kończyły się nam. W końcu doszliśmy na stare molo i usiedliśmy na nim. Patrzyliśmy na na wschód słońca i zastanawiałam się jak te niesamowite chwile szybko zleciały na samej zabawie ze wspaniałymi ludźmi. Po kilku sekundach chłopak wstał i powiedział, że czas się zbierać. Wstałam zbyt gwałtownie przez co się zachwiałam , bo wypite napoje wysokoprocentowe dały o sobie znać, i wylądowałam w wodzie. Zachłysnęłam się wodą, przestałam racjonalnie myśleć i zaczęłam tracić kontrolę nad swoim ciałem. Nagle zrobiło się ciemno i  czułam tylko jak ktoś krzyczy moje imię i, że ktoś mnie mocno obejmuje. Nic więcej nie pamiętam. Ocknęłam się na brzegu, a nade mną pochylał się zapłakany Zayn, który szeptał, żebym się obudziła, żebym go nie opuszczała, bo mnie kocha. Nie wie czemu skoro znamy się od kilku godzin, ale ma wrażenie, że właśnie trafił na tę jedyną. I z wypowiedzeniem ostatnich słów poczułam jego ciepły oddech na mojej twarzy, a następnie na moich ustach. Dopiero po kilku sekundach zorientowałam się, iż właśnie mnie całuje. Dłużej nie zwlekając oddałam mu pocałunek przez co Zayn szybko się odsunął i odetchnął z wyraźną ulgą. Potem znowu mnie zaczął całować, a ja nie pozostawałam mu dłużna. Całowaliśmy się długo i bardzo zachłannie spragnieni swojego dotyku, gdy nagle usłyszeliśmy za sobą brawa i gwizdy. Momentalnie oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy z czerwonymi rumieńcami na policzkach w owym kierunku. Okazało się, że reszta ekipy szukała nas od dłuższego czasu. Rozstaliśmy się bardzo niechętnie po całym dniu tak mile spędzonych chwil.


Potem coraz częściej spotykałyśmy się z Liamem, Harrym, Niallem, Louisem no i oczywiście z Zaynem. Kate oraz Liam po jakimś czasie zostali parą i wszyscy życzyli im wytrwałości, miłości itd. W którymś dniu oznajmili, iż wyjeżdżają do innego miasta i zamierzają tam razem zamieszkać. Pomimo tego, że mieszkają w innym mieście, to i tak nic się nie zmienili, a jak się spotykamy, to bawimy się jak na samym początku.

Ja i Zayn w sumie nigdy nie ustalaliśmy, że jesteśmy w związku, po prostu to wiedzieliśmy tak jak cała reszta. Chodziliśmy na randki do kina, na kolacje, na romantyczne spacery i w wiele innych ciekawych miejsc, nawet zamieszkaliśmy razem, po tym jak Liam i Kate wyjechali, a nasza miłość rozkwitała z każdym nowym dniem.


TERAZ

 Ze wspomnień wyrwał mnie głos mojego ukochanego, który zapytał się, czy mam zamiar iść z nim, czy może raczej zostać na wieki w samochodzie. Zaczęłam się śmiać i wyszłam z auta. Zayn również zaczął się śmiać i delikatnie pocałował mnie w policzek, po czym zawiązał mi chustę na oczach i powiedział, żebym się nie ruszała, ani też nie podglądała, ponieważ to jest niespodzianka. Byłam prowadzona w nieznanym mi kierunku przez mężczyznę którego kochałam na zabój. W pewnym momencie się zatrzymaliśmy i poprosił, abym jeszcze nie ściągała chusty. Po około 5 minutach poczułam, że Zayn całuje mnie w usta i odwiązuje węzeł, bym po chwili mogła zobaczyć najpiękniejszą i najwspanialszą rzecz jaką kiedykolwiek widziałam oraz jaką ktokolwiek dla mnie zrobił w całym moim życiu. To co zrobił zaparło mi dech w piersi. Na piasku były porozrzucane płatki róż i pozapalane świece, które układały się w tak jakby ścieżkę, która prowadziła do rozłożonego koca z koszem piknikowym. Byłam tak tym wszystkim oczarowana, że Zayn musiał mnie prowadzić, bo nie nie wiedziałam nawet co się wokół mnie dzieje.


Po skończeniu naszego wspaniałego pikniku poszliśmy na spacer. Szliśmy głośno się śmiejąc i wygłupiając, aż doszliśmy na molo, z którym wiąże się niesamowite wspomnienie. Usiedliśmy jak wtedy i w milczeniu wpatrywaliśmy się w morze. W pewnym momencie Zayn wstał i poprosił, abym też wstała co zrobiłam bez zbędnego oporu. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy i jedyne co widziałam w jego miodowych oczach to była bezgraniczna miłość. Nagle klęknął nie spuszczając ze mnie wzroku i wyjął małe pudełeczko i zapytał, czy zostanę z nim do końca życia, czy będę dzieliła z nim wszystkie dobre i złe chwile oraz, czy uczynię go najszczęśliwszym człowiekiem na świcie poprzez zostanie jego żoną. Stałam w osłupieniu, a po mojej twarzy zaczęły spływać łzy szczęścia. Pokiwałam twierdząco głową, gdyż żadne słowo nie chciało wyjść z moich ust, po czym mój narzeczony, jak to pięknie brzmi, nałożył mi pierścionek na palec pocałował mnie w dłoń, a następnie złączył nasze usta w pocałunku pełnym miłości, namiętności oraz pożądania. Całe to zdarzenie miało miejsce podczas zachodu słońca, dzięki czemu te chwile były wręcz magiczne. Wracaliśmy powoli z wielkimi 'bananami' ma twarzach nie mogąc uwierzyć w nasze szczęście. Ten dzień był jednym z najszczęśliwszych dni w moim życiu.










piątek, 2 sierpnia 2013

Marcel 2 ♥



- Marcel, mam prośbę. - powiedziałam zmartwiona.

- Tak? - powiedział zaniepokojony.
- Proszę, mów wolniej, bo ja nie ogarniam.
Ten krótki dialog był codziennie przez pierwsze trzy dni korepetycji. Później zaczęłam już coś rozumieć, aż w końcu załapałam do końca. Wzory były opanowane, regułki wykute na pamięć. Nie wiem co bym zrobiła bez tego kujonka. Poprawiłam fizykę, test zaliczyłam na pięć. Dzięki tym korepetycją nie tylko czegoś się nauczyłam, ale także trochę poznałam Marcela. Okazało się, że lubimy ten sam rodzaj muzyki, uwielbia te same filmy co ja, też ma bzika na punkcie kotów. Odkryłam jeszcze, że pod tymi wielkimi okularami są piękne, zielone oczy; gdy się uśmiechnie na jego policzkach pojawiają się słodziutkie dołeczki. Zaprzyjaźniliśmy się. Przerwy spędzaliśmy wspólnie, nawet na lekcjach razem siedzieliśmy razem dzięki czemu koncentrowałam się na nich. 
Nie obchodziło mnie to jak ludzie na nas patrzyli. Ja i Marcel. Mogłoby się wydawać, że jest to dziwne połączenie, ale tak na prawdę pasowaliśmy do siebie perfekcyjnie. 
Kto by pomyślał, że ktoś taki jak ja potrafi grać w szachy, albo że taki Marcel potrafi śpiewać. Codziennie po lekcjach albo to ja szłam do niego albo na odwrót i tak całe dnie razem.
Pewnego dnia, gdy siedzieliśmy u Marcela, on zachowywał się tak inaczej, dziwnie. Nie mogłam tego znieść, więc spytałam się co się stało.
- Bo-o mi się - przerwał - podoba taka jedna dziewczyna...
Szczena mi opadła. Coś czułam do mojego kujonka, a on coś czuł do jakiejś innej cizi? 
- No i nie wiem - kontynuował - co mam zrobić. Myślałem o jakiejś transformacji czy coś. 
Nie mogłam nic powiedzieć, byłam w szoku. Chce się zmienić dla kogoś? Dla mnie nie musiał by, ale przecież mu tego nie powiem. 
- Chciałbym, żebyś mi pomogła. - dokończył.
Mam zmieniać mojego Marcela dla jakiejś innej dziewczyny? Łączy nas tylko przyjaźń, muszę mu pomóc.
- No tooo?- spytał się. 
- No pewnie, że Ci pomogę. - wstałam z sztucznym uśmiechem. - Ubieraj buty, idziemy na zakupy.
- Ale, że teraz? 
- Tak, Romeo. twoja Julia nie może długo czekać. - zaśmiałam się. Ja chciałabym być tą Julią. 





***


- Mój drogi, jutro ubierz tą czarną bluzkę, pod spód biały t-shirt - wskazałam na rzeczy wiszące na wieszaku - a na to niebieskie coś. Tylko, że ma być rozpięte. 
Na jakiego twarzy widziałam niepokój. - Coś się stało - spytałam.
- Bo jest taki problem. - powiedział wstając i zdejmując koszulę. Co on robi? Spytam się siebie w duchu. Kiedy koszula opadła na ziemie razem z nią poszła moja szczęka. Ciało mojego okularnika było całe w tatuażach.
- Ty, yyym, że co? Jak... - chciałam się coś spytać, ale mi przerwał.
- Nie pytaj. - powiedział krótko. 
- Co do tatuaży to nie będzie problemy. Dziewczyny lubią tatuaże. - uśmiechnęłam się. 
- A ty lubisz? - spytał się.
- Uwielbiam - powiedziałam szczerze - Sama mam dwa, ale nikt ich nigdy nie widział - powiedziałam podnosząc koszulkę do góry i odwracając się. Pierwszy tatuaż ukazywał pełno lecących ptaków, następny nie pokazałam całego, ponieważ część znajdowała się na moim ... tyłku. 
Marcel wydawał się być tym zafascynowany, co mnie bardzo uciszyło. 




Mamy drugą część :D Następna pojawi się jutro albo pojutrze ;3 Liczę na komentarze ;*

czwartek, 1 sierpnia 2013

Harry 2

Witam! To znowu ja wasza Bunia. Po raz kolejny proszę o komentarze które motywują, nawet te krytyczne. Wiem, ze jest dziwny i dzine zakończenie, ale myśle, ze dość realny.



Otworzyłaś oczy a sen w którym byłaś pogrążona przed chwila wydawał się nie kończyć, choć sama nie wiedziałaś czy to nie był koszmar.  Rozejrzałaś się po pomieszczeniu w którym teraz się znajdowałaś. Białe ściany, zapach środka do dezynfekcji.  Sala szpitalna. Spojrzałaś na siebie. Leżałaś podpięta do jakiś kabelków. Spojrzałaś w kąt w którym siedział dobrze znany Ci osobnik-Harry. Spał. Nie wiedziałaś co tu robi, ale postanowiłaś go nie budzić. Pamiętałaś co zdarzyło się wczoraj. Myślałaś o kimś kto uratował Ci, życie. Kim jest? Jak mogę się mu/jej odwdzięczyć? Z zamyślenia wyrwał Cię ochrypły głos chłopaka. Bezwładnie drgnęłaś.

- Wstałaś, myślałem… mniejsza, dlaczego chciałaś się kąpać w stawie o tak późnej porze? – wiedziałaś już kto Cię uratował, przynajmniej przypuszczałaś. Odwróciłaś głowę na okno wychodzące na podjazd karetek gdzie z jednej z nich wyciągano jakiegoś człowieka.

-Harry ja nie chciałam się kąpać -przystanęłaś na chwilę nie wiedząc jak zareaguje na to co chciałaś mu powiedzieć. Spojrzałaś na chłopaka z którego twarzy można było wyczytać zaciekawienie. Podparł się łokciami o uda i patrzył Ci prosto w oczy, co Cię onieśmielało. Powtórnie się odwróciłaś.


-ja chciałam się zabić..- wyszeptałaś

-co? Nic nie jest warte naszego życia..- chciał kontynuować, ale zaczęłaś śmielej, głośniej mówić

-proszę nie mów nic i tak jest mi ciężko i nie wiem po co Ci to mówię, ale chyba winna jestem Ci wyjaśnienia. Proszę tylko byś mnie wysłuchał. –kiwnął głową na gest aprobaty- Nie jestem samobójczynią… przynajmniej nie byłam do wczoraj, i nie jestem bo w końcu nic sobie nie zrobiłam, dużo przeszłam i nigdy nawet przez myśl by mi nie przeszło, żeby odebrać sobie życie, ale tym razem było inaczej. To mnie przerosło. Wczoraj myślałam, ze jestem silna, a okazałam się tchórzem, pieprz****, tchórzem. Nawet porządnie się zabić nie umiem… nawet to mnie przerosło, ale z perspektywy czasu tak jest chyba lepiej, chyba jest lepiej, że żyje- spojrzałaś na niego ze łzaami w oczach przypominając sobie co  stało się wczoraj, albo przedwczoraj? Nie wiesz ile byłaś nieprzytomna, ale na razie nie miało to dla Ciebie najmniejszego sensu- Dziękuje Ci Harry, chciałabym Ci się jakoś odwdzięczyć za danie tak jakby drugiego życia, ale pewnie nie ma rzeczy którą mogłabym zrobić dla ciebie

-widziałbym coś co mogłabyś dla mnie zrobić- odpowiedział prawie natychmiast

-Co takiego? powiedz, a to zrobię- powiedziałaś to chociaż tak naprawdę nie wiedziałaś czy tego chcesz .Mógł Cię wykorzystać czy poprosić o cokolwiek, ale w sercu czułaś, że nie jest takim typem mężczyzny. Chłopak zadziornie się uśmiechnął i oparł o swoje krzesło

- pozwól mi do Ciebie przychodzić dopóki tu będziesz. Wiesz, że jestem dość sławną osobą i takie zdjęcia jakie zrobiono mi wczoraj z Tobą na rękach są teraz na każdej okładce gazet i obiegły pewnie pół świata. Mój menadżer, nasz menadżer chce żebym udał opiekuńczego.. wiesz to nie jest tak, że taki nie jestem. Dla mojej rodziny i chłopaków zrobiłbym wszystko, ale postrzegają mnie jako nieczułego kobieciarza

-dobrze możesz tu przychodzić, nawet miło się z Tobą rozmawia-przerwałaś mu. Zapadła cisza którą przerwał

-dlaczego chciałaś to zrobić? Może jestem wścibski, ale..- nie dokończył

-przerosło mnie to wszystko, wczoraj zmarł mój ojciec. Może to głupie i dziecinne, ale był dla mnie najważniejszą osobą na świecie. Ojcem i matką w jednym. Na świecie mam już tylko brata. Zero znajomych to dość smutne kiedy nie masz do kogo się odezwać.- nie chciałaś opowiadać mu całego Twojego życia, ale z drugiej story dziwiło Cię to, że bez namysłu opowiadałaś mu o sobie.

-na prawdę mi z tego powodu przykro, ale to, że twój tata umarł to chyba nie powód do samobójstwa przynajmniej moim  zdaniem- uniósł ręce by po chwili je opuścić.

-może i nie…

Kolejne dni były bardziej radosne. Twój brat oznajmił Ci, że będziesz ciocią. Z Harrym coraz lepiej się dogadywałaś. Po wyjściu ze szpitala często razem wychodziliście na spacery do kawiarni, a Twoje życie obróciło się o 180 stopni .

                                                                 ***5 lat później***
Siedziałaś na ławce z Twoim mężem Harrym. Na tej samej na której 5 lat temu zostawiłaś swoje ubrania by pozbawić się życia. Zamyśliłaś się patrząc w szklistą tafle wody, co nie unikało uwadze chłopaka

-mam nadzieje, że nie myślisz o tym, drugi raz nie będę Cię ratować-zaczął się chichotać, a Ty nawet nie myślałaś o samobójstwie, już nigdy odkąd przy Tobie był Harry- nie możesz tego zrobić, jeszcze nie zostawiłem na ziemi swojego potomka- zaczął Cię łaskotać, a Ty nie mogłaś powstrzymać się od śmiechu

-Może kiedyś!- wykrzyczałaś nie panując nad tonem głosu

-może?- uniósł jedną brew i momentalnie przestał Cię łaskotać, udawał urażonego


- dobrze na pewno  nie gniewaj się tylko się droczę-przytuliłaś się do jego torsu spoglądając w jego oczy, a on pocałował Cię w czoło ciesząc się czasem spędzanym z Tobą.




Marcel 1 ♥

Sądziłam, ze już nigdy nie wrócę na tego bloga, ale cóż... Przemyślałam wszystko i postanowiłam wrócić. W końcu gdzieś muszę moje fantazje z chłopcami pisać xD Heuheuheuheuhe ♥




Siedziałam właśnie na znienawidzonym przedmiocie, przez który wręcz brało mnie na wymioty. Mianowicie chodzi o fizykę. Facetka uwzięła się ostatnio na mnie przez co moje oceny nie są za dobre. Rozmyślałam właśnie o różnych rzeczach, gdy nagle usłyszałam jak ktoś mocno walną pięścią o moją ławkę. 

- Czy ja Tobie czasem nie przeszkadzam? - krzyknęła na mnie nauczycielka.
- Nie, może pani kontynuować. - wypowiadając te słowa cała klasa zaczęła się śmiać w tym ja.
- Taka jesteś mądra? To jestem ciekawa jak poradzisz sobie na sprawdzianie? - powiedziała śmiejąc się.
- Sprawdzianie? - powiedziałam przerażona.
- Tak moja droga. Jakbyś uważała to wiedziałabyś, ze za dwa tygodnie mamy sprawdzian, od którego zależy twoja ocena na semestr. - powiedziała siadając przy biurku. 
- Kurwa. - szepnęłam kładąc głowę na ławce.
- Coś mówiłaś? 
- Nic, proszę pani.
Czy ona musi być taka wredna? Czy ja jej coś zrobiłam? Oh, taaaak. Nalałam kleju na krzesło. Przyznam to było śmieszne jak chodziła z krzesłem przyklejonym do dupy. Włożyłam jej myszy do torebki. Tego jest pełno. No cóż, czasu nie cofnę. nasze relacje się nie zmienią. Tylko, że co teraz zrobić z tym sprawdzianem. Nie mogę mieć na semestr jedynki. Mama mnie zabije. Fizyki totalnie nie ogarniam. W klasie też nikt nic nie rozumie, żeby mi wytłumaczyć. Zaraz, zaraz! Marcel! Klasowy kujon może mi przecież pomóc. Tylko jak do niego zagadać? Nigdy się nie odzywa, nie słychać go i w ogóle. Muszę go złapać po tej lekcji. 
Z niecierpliwością wyczekiwałam dzwonka na koniec tej lekcji, która była już dziś ostatnia. 5, 4, 3, 2 i 1! DRYŃ DRYŃ!* Powoli wstałam z krzesła, wrzucając zeszyty do torby. Wszyscy z klasy już wybiegli oprócz mnie i kujona. Podeszłam do niego powoli.
- Cześć Marcel, masz chwilę? -spytałam się z uśmiechem na twarzy.
- Cz-cześć [T.I.]. No mam, a co jest? - odpowiedział zdenerwowany. 
- Słyszałeś moją rozmowę z panią od fizy?
- Tak.
- No to potrzebuję kogoś kto mi wytłumaczy cały ten dział i w ogóle fizykę, żebym mogła poprawić, niektóre rzeczy. - uśmiechnęłam się. - I tak pomyślałam o tobie, bo przecież dobrze się uczysz z tego szatańskiego przedmiotu. - zrobiłam jeszcze większego smajla. 
- N-no mógłbym Ci pomóc. - odpowiedział jąkając się.
- Boże, jak się cieszę! - krzyknęłam - To kiedy możesz?
- Nawe-et od teraz. 
- Super! To idziemy do mnie. - odpowiedziałam wychodząc z nim z klasy.
- Serio?
- No, nie ma na co czekać. Zostały mi dwa tygodnie, a ja z tego kompletnie nic nie rozumiem, a za bardzo kumata to ja nie jestem. - zaśmiałam się. - Muszę tylko zadzwonić do mamy, że przychodzisz.



*Jebłam z tego DRYŃ DRYŃ xD









Tak, tak, wiem, że krótki, ale jest trochę późno. Jutro... znaczy dziś dodam nexta ;)

Oczywiście będzie się więcej działo :)
A tak w ogóle, mam nadzieję, że polubiliście Bunie ♥ Jej pierwszy imagin jest rewelacyjny ♥
To na tyle ;3
Lovki ;*

środa, 31 lipca 2013

Harry 1

Na początku się przedstawię. Mam zaszczyt chyba tak to ujmę publikować tu swoje imaginy. Nie wiem czy wam się spodobają. Dziś dodam imagin którego piszę kontynuację tzw. część drugą. Tutaj nazwę się Bunią. Na pewno każdy z was Bunie kojarzy z bajką "Gumisie". Czemu Bunia? Wydaje się ciepła, miła i godna zaufania. Nie chce żebyście mnie kojarzyli z jakąś dziewczyną która jest niespełna zmysłów i ma dziwne wizje z 1D. Jestem zwyczajna i mam 18 lat (prawie). Byłabym wdzięczna za komentarze, wiem, że wam zajmie to chwilę nawet buźkę uśmiechniętą czy smutną i oczywiście czy chcecie 2 część. Od razu pisze, że to mój pierwszy imagin wcześniej pisałam opowiadanie. Wiem,ze ten jest dość dziwny, ale postaram się poprawić XD
                                                                                                             WASZA BUNIA





Szłaś długą ulicą w centrum miasta. Było chłodno, ale w tej chwili zdawałaś się o tym nie myśleć. Po za tym kto w Twojej sytuacji  myśli o takich błahych sprawach jak pogoda. Nigdy nie byłaś osobą zadumaną w sobie ani pewną siebie. Nie byłaś też silna psychicznie. Codziennie udawałaś przed resztą świata. Nie chciałaś, żeby ludzie na Ciebie patrzyli z politowaniem. Miałaś honor i dotychczas myślałaś, że to dobra cecha. No właśnie dotychczas. Całe życie borykałaś się z problemami, próbowałaś utrzymać rodzinę zwartą. Nigdy taka nie była, ale przez Twoje zaangażowanie wydawało się, że dom jest względnie normalny. Twoja mama wyjeżdżała od Twoich najmłodszych lat, a taty nigdy nie było, ale to on Cię wychował. 
Miałaś młodszego brata. Wiedziałaś, że otaczający ludzie Cię kochają, ale wyjazd matki w tak młodym wieku był dla Ciebie traumą z dzieciństwa.  Z roku na rok stawała się bardziej oschła a Ty za wszelką cenę chciałaś być w centrum jej uwagi. Teraz w twojej głowie są myśli których wlałabyś nie mieć. Mała {T.I} biegnąca za samochodem w którym siedziała Twoja rodzicielka. Zamazany obraz.. ile lat temu to było? Około 17, a Ty nadal to rozpamiętujesz.  Można by było powiedzieć, ze człowiek w wieku 25 lat nie wspomina takich rzeczy, ale to był cios nie tylko dla Ciebie, ale także całej Twojej rodziny. Widziałaś jak Twoja rodzina się rozpada. Tata stał się pracoholikiem, ale wieczorami znajdował dla Ciebie i brata czas.  Czytał wam bajki.  W dzień opiekowała się wami babcia. Reszty dziadków już wtedy nie miałaś. Babcia stała się Twoją drugą matką. Pewnego dnia matka oznajmiła Ci przez telefon, że weźmie rozwód z Twoim ojcem. Po prostu miała tam kogoś, tak Ci się przynajmniej wydawało. Wtedy do końca odizolowałaś się od reszty społeczeństwa . Ludzie w Twoim mieście uważali Cię za odludka, osobę skrajnie aspołeczną, ale mało Cię to obchodziło.  Po  tygodniu od telefonu matki tata przeprowadził z Tobą długą  rozmowę z której się dowiedziałaś, że w rzeczywistości Twoja mama nie żyje wyjechała by się leczyć ale lekarze nie dawali jej szans. Oczywiście na początku podobno było lepiej dlatego raz na jakiś czas mama przyjeżdżała. Przy tym wspomnieniu na twoim policzku spłynęła pierwsza  łza. Kochałaś matkę, choć nie tak jak ojca. Zrozumiałaś teraz dlaczego gdy przyjeżdżała była taka smutna i nie raz przyłapywałaś ją przy płaczu, a życzenia Bożonarodzeniowe były takie zagadkowe. Gdy się dowiedziałaś miałaś 15 lat. Okres buntu i szaleństw.. w twoim przypadku taki nie był. Byłaś spokojna, nie uroniłaś ani jednej łzy po tak traumatycznej informacji, przyjęłaś  ją  i wyszłaś z kuchni do swojego pokoju. Radziłaś sobie dzięki muzyce. Nie śpiewałaś, nie grałaś na instrumentach, a słuchałaś. Ciągle, wszędzie. Często zespołu One Direction.  Obiecałaś sobie, że będziesz teraz dbać o swoją rodzinę i nie pozwolisz ,żeby cokolwiek komuś z niej się stało. Udawało ci się to.  Wymuszałaś śmiech, zaczepiałaś brata, często z nim rozmawiałaś. Po liceum  poszłaś na studia pielęgniarskie. Było ciężko tym bardziej, że musiałaś na nich pracować, bo ojciec miał problemy finansowe. Nie miałaś mu tego za złe. Twoja babcia zmarła, brat był załamany. Nie patrzyłaś wtedy na siebie. Na to co czujesz, mianowicie  pustkę i brak chęci do życia. Pragnęłaś tylko by Twój brat tego nie czuł,  „i tak nie pamięta praktycznie matki”- pomyślałaś. Po studiach wyjechałaś do Londynu, gdzie zaczęłaś prace. Wszystko zdawało się być piękne. Brat kończący studia, tata na emeryturze. Był starszy od mamy o 10 lat i wiedziałaś, że kiedyś nadejdzie ten dzień, ale nie sądziłaś, że będzie to tak szybko. Zaczął padać deszcz a Ty oprzytomniałaś. Twój makijaż był cały rozmazany , a Twoja twarz kamienna. Otrząsnęłaś się. Przynajmniej próbowałaś, ale łzy mimowolnie płynęły Ci po policzkach. Zmierzchało. Postanowiłaś nie wracać do domu. Poszłaś do parku na ławkę na której zawsze przesiadywałaś popołudniami karmiąc kaczki. Dlaczego tam przychodziłaś? Odpowiedź była prosta. Było to jedyne miejsce które przypominało Ci Polskę i tatę… który nie żył. Od kiedy? Telefon o jego śmierci dostałaś dzisiaj zaraz po pracy. Nic nie widziałaś przez łzy idą na wskazane przez Twój mózg miejsce, miałaś spuszczoną głowę. Nagle poczułaś, że coś przed tobą toruje Ci drogę. Byłaś już niedaleko widziałaś Twoją ławkę i staw. Podniosłaś głowę by móc zobaczyć  co lub kto znajduje się przed Tobą. Jak na razie czułaś tylko deszcz i perfumy osoby w którą wpadłaś. Było Ci wstyd. Rozmazany makijaż, mokre włosy… osoba zdawała Ci się znajoma. Po chwili usłyszałaś

- Kur**, jak chodzisz, patrz pod nogi!- dopiero teraz zauważyłaś, że chłopak pociera chusteczką plamę po kawie na płaszczu której najwyraźniej byłaś sprawczynią

-nawet nie przeprosisz. Będziesz tak stać?- odwrócił się i wyrzucił kubeczek do kosza. Stałaś tam i nic nie mówiłaś.

-niemowa się trafiła, gdzie ja żyje, gdzie są jakiekolwiek zasady?!- krzyknął na Ciebie zirytowany brakiem czegokolwiek z Twojej strony. Odwrócił się, spojrzałaś na niego i wiedziałaś już skąd go kojarzysz. Harry Styles chłopak śpiewający głosem anioła. Dobrze pamiętasz lata w których kochałaś się w lokach ze sławnego One Direction. Uznałaś, że to się nie dzieje się naprawdę. Twoja trochę bujna wyobraźnia się uaktywniła. Tak myślałaś. Byłaś całą zapłakana. Łzy lały się ciurkiem po Twoich rumianych  policzkach.

-Przepraszam- odpowiedziałaś drżącym głosem po czy kontynuowałaś, sądząc iż i tak jest to wymysł twojej wyobraźni

-mówisz o zasadach ja się pytam gdzie są na tym świecie uczucia i sprawiedliwość!

-kolejna desperatka, rzucił Cię chłopak? Tak? Możesz nie odpowiadać to jasne nikt by nie wytrzymał z niemową i pyskatą su** w jednym.


Rzuciłaś to koło uszy i ruszyłaś na miejsce do którego zmierzałaś. „ Dlaczego tu przyszłam?”- myślałaś. Nie wyobrażałaś sobie świata bez niego. Bez twojego taty. Zawsze Ci pomagał, pokazywał odpowiednią drogę. Nie miałaś już nic oprócz niego i brata. Siedząc na ławce wiedziałaś już, że chcesz to zrobić. Co? Chciałaś się zabić, wejść do lodowatej wody w stawie i już nigdy z niego nie wyjść, nie zobaczyć słońca. Co najbardziej Cię bolało? Że wyjechałaś, zostawiając go samego tak jak matka paręnaście lat temu, nawet  nie zdążyłaś się pożegnać… to bolało najbardziej.  Jedynym  marzenie było być  teraz przy nim. A brat? Byłaś pewna, że sobie poradzi miał dla kogo żyć miał wspaniałą narzeczoną . Wstałaś ściągałaś swój granatowy płacz kładąc go na ławce.  Ściągałaś potem spodnie uznając, że gdy będziesz mniej rzeczy na sobie szybciej dostaniesz hipotermii. Stałaś teraz tylko w bluzce na ramiączkach i majtkach. Nie miałaś sił stać, przestałaś myśleć. Czułaś pustki lekki chłodny jesienny wiatr na Twojej skórze. Odsunęłaś się na drogę za ławką. Zamknęłaś swoje oczy, podniosłaś ręce i wyszeptałaś „to dla ciebie tato, już nigdy nie odejdę od ciebie”.  Zaczęłaś biec. Wbiegłaś do lodowatej wody.  Nie padało już ale Twoje włosy były całe mokre . Woda sięgała Ci do bioder, a z Twoich ust przy wydechu było widać mgiełkę. Można by było powiedzieć mgiełkę ulatującego życia. Znieruchomiałaś, nie wiedziałaś czy to przez temperaturę stawu w jesienną noc czy coś cię powstrzymuje. Patrzyłaś się tępo w tafle wody i myślałaś, ze nigdy wcześniej nie przyszłoby Ci to do głowy. Nagle usłyszałaś krzyk za sobą


- w dodatku samobójca!- chciałaś zobaczyć kto to. Nagle spróbowałaś się odwrócić, ale wpadłaś do wody. Byłaś cała zdrętwiała dlatego nie mogłaś sobie pomóc by wydostać się spod wody. Dusiłaś się. Ostatnie co pamiętasz to dotyk czyś rąk. Dużych i mocnych..







środa, 29 maja 2013

Harry ~ 'Hope' (part1)




Postanowiłam, że napisze imię głównej bohaterce, czyli wam, tobie, mi... -,- no wiecie o co kaman, by lepiej mi się pisało. 




Razem z czwórką moich braci założyliśmy zespół garażowy The 1997. 

Jimmy najstarszy z nas (20 lat) i z najpiękniejszym głosem grał na klawiszach. Od czasu do czasu na gitarze. 
Mike, który był o rok młodszy od Jimmy'ego grał na perkusji, a jego talent wokalny był prawie zerowy. 
Następni Andrea i Fabio, bliźniacy, mają po 17 lat. Podobni jak dwie krople wody, zabójczo przystojni jak zawsze mówiła mama, z pięknymi głosami. Grali na gitarach, Andrea - elektrycznej, Fabio - bas. 
Ja, Hope najmłodsza, pisałam teksty piosenek, byłam główną wokalistką i czasami grałam na gitarze lub innych instrumentach tj. tamburyno itp. Potrafiłam także beatbox'ować. 


Dużo ludzi zawsze zastanawiało się skąd ta nazwa. Otóż moi kochani bracia, tak bardzo mnie kochają, że powiedzieli, iż "rok urodzenia naszej kochanej Hope, rok kiedy narodziła się nadzieja dla nowego świata, będzie idealną nazwą zespołu, na jej cześć".



Dużo ludzi uważało, żebyśmy poszli do telewizji, bo taki talent nie może się marnować w garażu, więc poszliśmy. 



Nie mogliśmy uwierzyć, że doszliśmy już do odcinków na żywo. Byliśmy bardzo z siebie dumni. 

W ogóle nasza radość nastał, kiedy dowiedzieliśmy się, że każdy wokalista, zespół dostanie swojego mentora. Byliśmy pewni, ze nie dostaniemy żadnej dziewczyny, bo to gwarantował już nam ... prawie każdy. Tłumaczyli, iż chłopcy by się rozpraszali. Ale, lepiej dla mnie. 
Więc, zostali nam tylko chłopcy z One Direction. Tą informacją byłam bardzo, ale to bardzo uradowana. Może mój zespół gra rocka i od czasu do czasu coś z popu, ale byłam ich wielką fanką. Mój wygląd na to nie wskazywał. Kolczyk w nosie, kilka kolczyków w uchu, kolczyk w pępku i kilka tatuaży, glany i inne duperele. 


Kiedy z niecierpliwością wraz z innymi uczestnikami czekaliśmy na to, aż przyjdą do nas nasi mentorzy. Nagle drzwi od naszego pokoju się otworzyły i weszli m.in. Cher Lloyd, dziewczyny z Little Mix i chłopcy z One Direction! Już chciałam zacząć krzyczeć, ale w ostatniej chwili Jimmy zasłonił swoją dłonią moje usta. Ledwo co trzymałam się nogach kiedy zobaczyłam, że w naszą stronę idzie Harry Styles, mój ulubieniec. 

- Hej, jak się nie mylę wy jesteście The 1997. Jestem Harry Styles. - uśmiechnął się do nas.
Wszyscy odpowiedzieli 'hej' oprócz mnie, bo Jimmy cały czas zasłaniał swoją ręką moją twarz.
- Sądzę, że to był głupi pomysł, że przydzielili do nas chłopka. - zaśmiał się najstarszy z moich braci.
- A czemu? - uśmiechnął się Harry.
- Jak wezmę rękę z twarzy Hope, ona zacznie się drzeć w stylu "O mój boże! Harry Styles" - wszyscy się zaczęli śmiać w tym Harry. Od razu się wyrwałam i powiedziałam - To nie prawda! - powiedziałam tupiąc nogą - Krzyknęłabym 'O żesz kurwa, ja pierdole! Harry Styles!". - znowu wszyscy zaczęli się śmiać. 
- No dobra - powiedział Harry - muszę zobaczyć co potraficie. Idziemy do studia.
- Okey - wszyscy krzyknęliśmy równo. 


- Tylko co by tu zagrać? - mówił Mike. 

- Band Of Skulls, Friends naszą wersję?- odpowiedział Fabio. 
- Gigi D'Agostino, L'Amour Toujour? - powiedział Mike.
- Nie, bo Hope nie może się skupić na tej piosence. Zawsze wtedy jest w innym świecie. - zaśmiał się Jimmy.
- To nie prawda, po prostu mam wspomnienia z tą piosenką. - powiedziałam - Mam! nasza wersja Metric, Help, I'm Alive! 
Wszyscy się ze mną zgodzili. 


Wszyscy poszli do swoich instrumentów, ja podeszłam do mikrofonu. Harry usiadł się na kanapie i kiedy zaczęliśmy grać, patrzył na nas jak zaczarowany. 



I tremble

They’re gonna eat me alive

If I stumble
They’re gonna eat me alive

Can you hear my heart beating like a hammer, beating like a hammer
Help, I’m alive, my heart keeps beating like a hammer
Hard to be soft, tough to be tender
Come take my pulse, the pace is on a runaway train
Help, I’m alive, my heart keeps beating like a hammer, beating like a hammer

If you’re still alive
My regrets are few.
If my life is mine,
what shouldn’t I do?
I get wherever I’m going,
I get whatever I need
while my blood’s still flowing
and my heart still beats.

Help, I’m alive, my heart keeps beating like a hammer
Hard to be soft, tough to be tender
Come take my pulse, the pace is on a runaway train
Help, I’m alive, my heart keeps beating like a hammer, beating like a hammer

Help, I’m alive, my heart keeps beating like a hammer.


Kiedy skończyliśmy Harry wstał i zaczął klaskać. 
- To było super! - krzyknął.
- to nie wszystko na co nas stać - powiedziałam. - Chłopcy teraz Wyrwij się - zwróciłam się do braci. - Piosenka napisana przeze mnie - puściłam oczko do Harolda. 

You wake up this yours is not the hope, that all will change

today at last.

You look in the mirror you do not get to know again oneself 
you feel long something already not so.
We have on the rebellion the taste, not knowing even where 
run and how.
Nobody will stop us, 
you know what you want your time comes.

Ref. This not we let's shout nobody loudly he does not hear us 
about not!
Finish the game we will give the advice alone, we
have enough to make
all what always they already want do not
JERK OUT!!!
Show that you have in you this something.

II. The night passed its reflection shouts 
today not everyday pretty yours the face.
Hey you hear the time from us today to the revolution 
we leave in the city we will give coal smoke.
We have on the rebellion the taste, not knowing even where 
run and how.
Nobody will stop us, 
you know what you want your time comes.

Ref. This not we let's shout nobody loudly he does not hear us 
about not!
Finish the game we will give the advice alone, we
have enough to make
all what always they already want do not
JERK OUT!!!
Show that you have in you this something.

You feel as madness twists us to the freedom
you see this you see again this what I the
enchanting night mmmmh has whirling
people tone the bizarre shout is mad to be.

Ref. This not we let's shout nobody loudly he does not hear us 
about not!
Finish the game we will give the advice alone, we
have enough to make
all what always they already want do not
JERK OUT!!!
Show that you have in you this something.


Po tej piosence Harry krzyknął - To było genialne! Jak wydacie płytę od razu polecę do sklepu i ją kupię. Przyznam, że się cieszyłam z tej opinii, ale to nie było najlepsze moje wykonanie.  Nie mogłam się skupić, bo Harry cały czas patrzył się na mnie. Normalnie czułam jak rozbierał mnie wzrokiem...


wtorek, 28 maja 2013

Boo Bear ☺


W końcu udało mi się wyrwać z małej wiochy, na której mieszkałam całe życie. Spacerowałam sobie uliczkami wielkiego, pięknego Londynu. To jest niesamowite. Nigdy nie sądziłam, że moje największe marzenie się spełni, a jednak... Ale... zostawiłam rodzinę, przyjaciół, ale i tak warto było. Przyjaciele - fałszywi, rodzina - ciągle się kłóciliśmy. Nie żałuję.
Przed wyjazdem dość ostro było w domu. Tata ciągle pił, a gdy się nachlał był agresywny i zaczynał się o wszystko kłócić, wyzywać, popychać, ale nigdy nie uderzył, ale tego dnia zrobił to. I to zadecydowało o moim wyjeździe. Mama niby kocha ojca, ale nie chce go wyrzucić, nie stanie po mojej stronie, bo on pracuje. Kasa ważniejsza. Nie wiedzieli o tym, że chcę wyjechać. Jednej nocy wymknęłam się z domu i zostawiłam całą przeszłość. Najbardziej mnie bolało to, że nikt nie zadzwonił, ani mama, ciotka czy znajomy ze szkoły. W końcu miałam 17 lat, więc ktoś powinien się mną interesować.
~*~
Już trzeci tydzień pracowałam w bardzo popularnej cukierni w Londynie. Codziennie było tu pełno ludzi i nie było ani chwili spokoju. Nigdy nie pracowałam przy kasie tylko robiłam zamówienia. Byłam mistrzem w robieniu latte macchiato, dlatego robienie kaw było moim zadaniem. Jednego dnia jedna z dziewczyn, które pracowały przy kasie zachorowała, a ludzi było naprawdę dużo, więc szef wysłał mnie za ladę. Byłam przerażona, bo nigdy nie obsługiwałam kasy.
Ostatni klient przed moją zmianą zmienił moje życie...
- Co pan sobie życzy? - powiedziałam z uśmiechem. Byłam bardzo szczęśliwa, bo miałam zaraz kończyć, a tamten dzień był bardzo męczący.
- Ciebie. - odpowiedział chłopak z uśmieszkiem na twarzy. Miał około 20 lat góra 24.
- Przykro mi, ale nie jestem w ofercie. - odpowiedziałam próbując powstrzymać się by się nie śmiać.
- Oh, szkoda. - powiedział robiąc przy tym smutną minkę. - Więc poproszę latte macchiato.
- Już się robi.
Kiedy podałam mu kawę chłopak spytał się o której kończę. Odpowiedziałam mu że za moment. Uradowany powiedział, że zaczeka na mnie.
Czyżbym się komuś spodobała? 
Kiedy skończyłam , szybko pobiegłam do szatni przebrać się. Gdy wyszłam chłopak nadal czekał na mnie, siedząc przy stoliku. Jak mnie zobaczy szybko wstał i podszedł do mnie. 
- Tak w ogóle Louis jestem. - uśmiechnął się, podając mi dłoń.
- [T.I]. - uścisnęłam jego dłoń. 
- Coś sądzę, że szybko się mnie nie pozbędziesz, piękna. - powiedział do mnie.
- To dobrze. - oznajmiłam - Nie lubię być sama. - uśmiechnęłam się do niego.
I już wtedy wiedzieliśmy, że jesteśmy dla siebie stworzeni.
~*~
- Mamuś, uwielbiam słuchać tą twoją historię. - powiedziała moja 16-letnai córka.
- Kochanie, nie musisz jej tego ciągle opowiadać. - powiedział mój mąż. 
- Louis, ale jak ona tak to lubi słychać. - odpowiedziałam.
- Oh, dobrze kochanie. - mówiąc to złożył pocałunek na moim policzku.
- Jakbyście byli parą w filmie powiedziałabym jakie to słodkie, ale że jesteście moimi rodzicami to "Fuuuj! Nie przy dzieciach!". - powiedziała nasza córka.
- A widzisz tu jakieś dziecko? Bo ja wiedzę tylko prawie dorosłą dziewczynę, która chce skuter. - powiedziałam jej śmiejąc się. 
- Awww. Jacy w słodcy jesteście. - szybko odpowiedziała. 
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. 

THE END

____________________________________________________________________________
Za błędy przepraszam.
Czytasz → Komentujesz!!!
Love u .x